Marność nad marnościami. Analiza motywu vanitas w opowiadaniu „Miejsce” Andrzeja Stasiuka
Topos vanitas – marności i przemijania – jest jednym z najbardziej uniwersalnych motywów w kulturze, stanowiąc od wieków punkt wyjścia do refleksji nad nietrwałością ludzkiego życia, daremnością ziemskich dążeń i nieuchronnością rozpadu wszystkiego, co materialne. W literaturze współczesnej motyw ten zyskuje nowe, często bardziej złożone oblicza, wykraczając poza tradycyjne rozważania o śmiertelności jednostki.
Vanitas (z łac. marność) – motyw w sztuce, który ma związek z myślą przewodnią Księgi Koheleta – Vanitas vanitatum et omnia vanitas – Marność nad marnościami i wszystko marność (Koh 1,2 BT).
Źródło: Wikipedia
Motyw marności najbardziej widoczny jest w epoce średniowiecza i baroku, fascynacja śmiercią i przemijaniem przejawiała się w sztuce i literaturze. Przemyślenia na tle egzystencjalnym pojawiały się także w innych epokach.
Doskonałym tego przykładem jest opowiadanie „Miejsce” Andrzeja Stasiuka ze zbioru „Opowieści galicyjskie”. Autor, osadzając akcję na zgliszczach łemkowskiej kultury w Beskidzie Niskim, eksploruje przemijanie w szerokiej perspektywie – dotyczy ono nie tylko pojedynczych istnień, ale całych społeczności, materialnych śladów historii oraz samej pamięci.
Stasiuk, posługując się historią rozebranej cerkwi, ukazuje nieuchronność rozpadu materialnych dzieł człowieka w konfrontacji z niszczycielską, a zarazem odwieczną siłą natury i czasu. Jednocześnie autor w mistrzowski sposób kontrastuje tę fizyczną marność z trwałością dziedzictwa niematerialnego – pamięci, a przede wszystkim opowieści, która staje się jedyną skuteczną formą ocalenia. Kluczowym narzędziem do zilustrowania tej filozofii staje się centralny symbol opowiadania: świątynia, której los odzwierciedla cykl życia i śmierci wszystkiego, co stworzone ludzką ręką.
Cerkiew jako materialny symbol nietrwałości
Łemkowska cerkiew w opowiadaniu Stasiuka jest kluczowym, wielowymiarowym symbolem motywu vanitas. Jej znaczenie wykracza poza bycie jedynie budynkiem; była ona duchowym i społecznym centrum życia unicestwionej wspólnoty. Jej fizyczny rozpad staje się zatem potężną metaforą szerszego procesu historycznego – wysiedlenia i rozproszenia Łemków, a także zacierania śladów ich kultury. Stasiuk celowo buduje narrację wokół cyklu życia budowli, aby w pełni ukazać marność ludzkich wysiłków.
Z jednej strony narrator z niemal mitycznym pietyzmem odtwarza heroiczną, tytaniczną pracę włożoną w powstanie świątyni. Opisuje, jak z potężnego, pierwotnego lasu wydobywano materiał, jak dwóch mężczyzn ręcznymi piłami ścinało jedno drzewo przez cały dzień, a konie w pocie i znoju zwlekały ciężkie pnie. Budowa na modrzewiowych podwalinach, nasączonych żywicą, by „setki lat opierały się pogodzie”, symbolizuje ludzkie pragnienie wieczności i próbę stworzenia dzieła trwałego, zdolnego oprzeć się czasowi. Powietrze podczas budowy było gęste od „balsamicznej woni”, jakby materializacja sacrum dokonywała się w przestrzeni wszystkich zmysłów.
Z drugiej strony, ten obraz tytanicznej pracy zostaje brutalnie skonfrontowany z naturalistycznymi opisami nieuchronnego procesu niszczenia. Porzucona cerkiew zaczyna butwieć, jej deski gniją, a dzieła zniszczenia dopełniają korniki. Narrator z precyzją dokumentalisty wylicza siły, które pokonują ludzkie dzieło:
Z czasem opuszczona cerkiew zaczęła pochylać się na bok. Wilgoć nadjadła północne podwaliny. […] Ale to przecież żywe bakterie, roztocza i owady pokonywały iluzoryczny marmur.
Te drobiazgowe, niemal biologiczne opisy butwienia i rozkładu stanowią kwintesencję motywu vanitas, dowodząc, że potężne siły przyrody bez trudu niweczą setki lat ludzkiego trudu. Ta heroiczna próba stworzenia trwałego dzieła była jednak skazana na porażkę już u samych podstaw – dosłownie – gdyż materiał, z którego wzniesiono świątynię, sam należał do świata organicznego, podlegającego tym samym prawom natury, które ostatecznie go zniszczyły. Stasiuk ukazuje więc marność nie jako karę czy moralitet, lecz jako immanentną cechę materii, biologiczną konieczność, co stanowi o nowoczesności jego interpretacji toposu.
Zwycięstwo natury nad kulturą
Konflikt między naturą a kulturą stanowi dialektyczną oś opowiadania, wokół której Stasiuk buduje swoją refleksję o przemijaniu. W jego wizji natura jest siłą pierwotną, obojętną i ostateczną, a wszelkie ludzkie dzieła – od świątyń po całe cywilizacje – są jedynie chwilowym zaburzeniem jej odwiecznego porządku. Marność ludzkich dokonań jest tu widoczna najwyraźniej właśnie w konfrontacji z potęgą przyrody, która nieustannie dąży do odzyskania tego, co jej zabrano. Tę walkę ilustruje już sam proces budowy, opisany jako zmaganie z żywiołem: „Wysiłek jest absurdalny, bo niesiony wiatrem śnieg szybko zasypuje głębokie ślady”.
Narrator skrupulatnie dokumentuje proces, w którym natura odzyskuje przestrzeń zagarniętą niegdyś przez człowieka. Używa przy tym sugestywnych symboli, które ilustrują tę nieuchronną kolej rzeczy:
• Puszczyk: Ptak, który zagnieździł się w miejscu, gdzie kiedyś wisiały dzwony, jest symbolicznym znakiem zwycięstwa świata przyrody. Jego nocne pohukiwanie „stawiało pod znakiem zapytania realność istnienia świątyni”, podkreślając jej obcość w naturalnym krajobrazie.
• Pokrzywy: To one, jak przewiduje narrator, jako pierwsze wyrosną na miejscu rozebranej cerkwi. Pokrzywy w kulturze symbolizują dzikość, zapomnienie i miejsca opuszczone przez ludzi, stając się znakiem ostatecznego triumfu natury.
• Ponowne zagarnięcie: Narrator puentuje swoje rozważania stwierdzeniem, że cerkiew „została z powrotem zagarnięta przez naturę, z której dwieście lat temu ją wydobyto”. Historia zatacza koło, a to, co człowiek z trudem wyrwał naturze, wraca do swojego pierwotnego źródła.
Co istotne, postawa narratora wobec tego zjawiska pozbawiona jest tragizmu. Obserwuje on ten proces ze spokojem, dostrzegając w nim naturalny, nieunikniony cykl. Ta filozoficzna akceptacja przemijania stanowi istotę toposu vanitas w ujęciu Stasiuka. W odróżnieniu od barokowych czy romantycznych wizji, natura u Stasiuka nie jest ani wroga, ani przychylna – jest po prostu obojętną siłą biologiczną, co odzwierciedla współczesne, post-ideologiczne rozumienie przemijania jako nieuchronnego prawa entropii.
Krytyka sztucznego ocalenia: Daremność walki z czasem
Stasiuk konfrontuje naturalny, organiczny proces przemijania z ludzką próbą jego zatrzymania, ukazując ją jako działanie sztuczne, pozbawione sensu, a nawet niosące w sobie znamiona śmierci. W opowiadaniu celem tej krytyki staje się praca konserwatorów i idea przeniesienia cerkwi do skansenu.
Działania specjalistów, choć podyktowane szlachetną chęcią ocalenia zabytku, w oczach narratora są odrażające i paradoksalnie bardziej śmiertelne niż naturalny rozkład. Używane przez nich chemikalia niosą ze sobą „zapach śmierci” – ostrej, nieprzyjemnej woni, która zabija życie biologiczne toczące budynek. Ten zapach stanowi gwałtowny kontrast dla przywoływanej wcześniej „balsamicznej woni żywicy”, która towarzyszyła narodzinom świątyni. Konserwacja staje się więc aktem uśmiercania, a nie ocalania. Obraz ten potęguje porównanie belek zawijanych w specjalne materiały do „mumii”, co jednoznacznie kojarzy się z balsamowaniem martwego ciała.
Idea przeniesienia świątyni do muzeum spotyka się z jeszcze głębszą krytyką. Narrator uważa, że takie działanie ma „skazę jednowymiarowości”, ponieważ sprowadza budynek do roli martwego artefaktu, wykorzeniając go z jego autentycznego kontekstu. Cerkiew traci swoją duszę, gdy zostaje pozbawiona swojego otoczenia, historii i ludzi, dla których powstała. Jak konstatuje narrator:
Lecz miejsca nie można przenieść. Miejsce nie ma wymiarów. Jest punktem i nieuchwytną przestrzenią. Dlatego wciąż nie mam pewności, czy rzeczywiście ją zabrano.
Ta skazana na porażkę próba materialnej konserwacji zostaje w opowiadaniu skontrastowana z jedyną prawdziwą siłą zdolną ocalić przeszłość – niematerialną, żywą pamięcią dawnych mieszkańców. Tym samym Stasiuk dowodzi, że marność dotyczy nie tylko materii, ale także ludzkiej pychy, która próbuje wbrew naturze zakonserwować formę, zabijając jej treść.
Wymiar ludzki: Przemijanie wspólnoty i jednostki
W opowiadaniu „Miejsce” los budynku jest nierozerwalnie spleciony z losem ludzi, którzy go stworzyli i dla których stanowił on centrum świata. Motyw vanitas zyskuje tu głęboki wymiar egzystencjalny, odnosząc się do nietrwałości ludzkiej tożsamości, kultury, a wreszcie – samego życia. Marność nie dotyczy już tylko drewna i kamienia, ale przede wszystkim ludzkiego istnienia i zbiorowego dziedzictwa.
Ucieleśnieniem tej ludzkiej perspektywy staje się postać ponaddziewięćdziesięcioletniego, sparaliżowanego starca. Jest on żywym łącznikiem z przeszłością, strażnikiem pamięci o świecie, który przeminął. Jego ojciec w 1895 roku „pomagał zmieniać tutaj dach. Gont przykrywali blachą”, a on sam został w tej świątyni ochrzczony. Jego podróż na cerkwisko jest symbolicznym zamknięciem kręgu życia – powrotem do początku u kresu drogi. W przeciwieństwie do materialnego rozpadu, jego pamięć jest nienaruszalna: „Jechał przez wieś, która istniała w jego pamięci. Ani czas, ani ogień, ani kruchość nie miały do niej dostępu”.
Widok miejsca, które istniało już tylko w jego wspomnieniu, staje się dla niego ostatecznym dopełnieniem. Jego słowa, wypowiedziane po tej wizycie, są kwintesencją akceptacji przemijania: „No, właściwie to można by już umierać”. W tej krótkiej frazie zawiera się cała filozofia opowiadania. Starzec, odnalazłszy swoje korzenie i symbolicznie rozliczając się z przeszłością, zyskuje spokój i gotowość na śmierć. Jego osobista historia jest jednocześnie echem losu całej społeczności Łemków – wysiedlonej w ramach akcji „Wisła”, skazanej na historyczne zapomnienie. Jego postać udowadnia tezę opowiadania: materialne dziedzictwo ulega rozkładowi, ale to, co niematerialne, trwa w człowieku do samego końca, nadając sens jego istnieniu i pozwalając mu pogodzić się z marnością.
Podsumowanie: Opowieść jako ostatnia forma trwania
Opowiadanie „Miejsce” Andrzeja Stasiuka jest dziełem głęboko osadzonym w wielowiekowej tradycji motywu vanitas, a jednocześnie nadaje mu unikalny, współczesny wymiar. Autor dowodzi, że marność i przemijanie dotyczą nie tylko kruchego ludzkiego życia, ale w równej mierze materialnych śladów kultury, tytanicznych wysiłków pokoleń i prób ocalenia tego, co skazane na rozpad.
Historia łemkowskiej cerkwi staje się uniwersalną przypowieścią o nieuchronnym zwycięstwie natury nad kulturą, czasu nad materią. Stasiuk z reporterską precyzją, a zarazem poetycką wrażliwością ukazuje, jak to, co zbudowane z mozołem, by trwać wiecznie, zostaje bezlitośnie pochłonięte przez biologiczne procesy rozkładu. Jednocześnie krytykuje ludzką pychę, przejawiającą się w próbach sztucznego zatrzymania czasu, które odbierają zabytkom ich duszę. Paradoksalnie jednak, w świecie totalnej marności Stasiuk odnajduje formę nieśmiertelności. Nie jest nią odrestaurowany eksponat, lecz niematerialna pamięć i akt opowiadania. Stasiuk dokonuje transpozycji bytu materialnego w byt semiotyczny, dowodząc, że akt literackiego utrwalenia staje się jedyną skuteczną formą alethei – ocalającej prawdy o istnieniu w obliczu materialnej entropii. Chociaż cerkiew fizycznie zniknęła, jej historia staje się nową, być może najtrwalszą formą istnienia, dowodząc, że w obliczu wszechogarniającej marności to właśnie opowieść jest najskuteczniejszą próbą ocalenia czegokolwiek od całkowitego zapomnienia.
