- INFORMACJE WSTĘPNE
- Zdążyć przed Panem Bogiem Hanny Krall jako reportaż
- BOHATEROWIE
- Główny głos opowieści: Marek Edelman
- MOTYWY
Główny głos opowieści: Marek Edelman
Marek Edelman jest centralną postacią i narratorem książki. To z jego perspektywy poznajemy zarówno piekło getta, jak i powojenną walkę o życie pacjentów w szpitalu. Jego historia to opowieść o dwóch równoległych, lecz nierozerwalnie złączonych misjach: walce o godną śmierć i walce o życie.
Edelman w czasie wojny
Edelman w czasie wojny: dowódca i świadek: rola Edelmana w powstaniu była złożona. Nie był spiżowym herosem z pomnika, ale młodym człowiekiem rzuconym w wir historii, który musiał podjąć ogromną odpowiedzialność.
• Dowódca: Był jednym z przywódców Żydowskiej Organizacji Bojowej (ŻOB). Po samobójczej śmierci Mordechaja Anielewicza, przejął dowodzenie i jako ostatni przywódca wyprowadził ocalałych bojowników kanałami z płonącego getta.
• Świadek na Umschlagplatzu: Przed powstaniem pracował jako goniec w szpitalu w getcie, a jego praca polegała m.in. na staniu przy bramie Umschlagplatzu – placu, z którego odchodziły transporty do obozu zagłady w Treblince. Musiał wypatrywać i ratować osoby cenne dla ruchu oporu. Był to świat, w którym upadły wszelkie normy moralne, a jego opowieść jest świadomie obdarta z patosu. Jak sam mówił: „Ja odprowadziłem na Umschlagplatz czterysta tysięcy osób. Ja sam osobiście”.
Zob. Umschlagplatz
Plac przeładunkowy przy bocznicy kolejowej w Warszawie, z którego od 22 lipca do 8 września 1942 roku Niemcy transportowali Żydów z getta do obozu zagłady w Treblince. W relacji Edelmana Umschlagplatz jest miejscem-symbolem ostateczności i bezsilności, która zrodziła wolę oporu. To tam Edelman pełnił podwójną, tragiczną rolę. Oficjalnie, jako goniec szpitalny, miał za zadanie ratować nielicznych, wyciągając z tłumu skazanych na śmierć działaczy podziemia. Była to próba ocalenia jednostek w obliczu masowej zagłady.
Jego osobistym brzemieniem było jednak bycie bezradnym świadkiem odejścia czterystu tysięcy ludzi. To doświadczenie ukształtowało jego powojenną tożsamość i decyzję o pozostaniu w Polsce. Słowo „odprowadziłem” nabiera tu podwójnego znaczenia: w pracy gońca ratował, wyprowadzając pojedyncze osoby, a jako świadek historii odprowadzał wzrokiem setki tysięcy na śmierć.
Zob. Treblinka
Niemiecki obóz zagłady, będący miejscem docelowym transportów z warszawskiego Umschlagplatzu. W kontekście książki Treblinka nie jest jedynie nazwą geograficzną, lecz symbolem nieuchronnej, zmechanizowanej i odczłowieczonej śmierci. Jej przemysłowa anonimowość stanowiła siłę, która aktywnie kształtowała sens powstania. Walka w getcie była bowiem próbą nadania śmierci indywidualnego wymiaru, przeciwstawieniem się losowi, który w Treblince oznaczał unicestwienie w komorze gazowej i utratę ostatniego śladu człowieczeństwa.
• Bojownik: Podczas powstania dowodził oddziałem czterdziestu bojowników na terenie fabryki szczotek, jednym z najważniejszych punktów oporu.
Edelman demitologizuje powstanie. W jego relacji walka nie była romantycznym zrywem, ale wyborem sposobu umierania. Chodziło o to, by nie dać się bezwolnie prowadzić na śmierć. Decyzja o walce z bronią w ręku była manifestacją godności i sygnałem dla świata.
DOKTOR M.E.: Ważne było, że się strzela, to należało pokazać. Nie Niemcom, oni to potrafili lepiej. Ludzkości… Przecież ludzkość zawsze uważała, że największym bohaterstwem jest strzelanie. No to strzelaliśmy.
To doświadczenie – bycie strażnikiem życia i śmierci na Umschlagplatzu – ukształtowało całą jego przyszłość i stało się fundamentem jego drugiej, powojennej misji.
Edelman po wojnie: lekarz w wyścigu z Panem Bogiem
Chciałoby się powiedzieć, że po wojnie Edelman w heroicznym geście wybrał medycynę, by kontynuować swoją misję z getta. On sam jednak stanowczo odrzucał tę piękną historię. Jak mówił Hannie Krall:
„Chciałabyś, żebym tak odpowiedział, prawda? To by dobrze brzmiało? Ale wcale tak nie było”.
Po wojnie przeżywał okres apatii i zagubienia. Gnało go po kraju, ale nigdzie nie znajdował dla siebie miejsca. W końcu, jak wspominał, położył się na łóżku i po prostu został. To jego żona, Ala, zapisała go na medycynę, wypychając go z powojennego marazmu. Dopiero później, już jako lekarz, Edelman odnalazł w tej pracy sens i ciągłość ze swoją przeszłością, uświadamiając sobie, że „może nadal odpowiadać” za ludzkie życie.
To właśnie w jego pracy lekarza kryje się znaczenie tytułu książki. Edelman postrzegał swoją pracę jako metafizyczny wyścig, w którym stawką jest ludzkie życie.
STASIEK: I tak ścigasz się z chorobami? DOKTOR M.E.: Z chorobami? Nie. Z Nim. On chce zgasić świeczkę, a ja muszę przed Nim zdążyć i osłonić płomień. Niech się pali choć chwilę dłużej, niż On sobie życzy…
Jego misją było oszukanie przeznaczenia, przedłużenie życia pacjenta, choćby o chwilę. Ta chwila była bezcenna, bo dawała szansę na miłość, na pożegnanie, na jeszcze jedno doświadczenie. W tej walce partnerował mu wybitny kardiochirurg, profesor Jan Moll. Marek Edelman był więc człowiekiem, który najpierw walczył o prawo do godnej śmierci, a potem całe życie poświęcił walce o każdą chwilę życia. Ta druga walka była też kontynuacją pierwszej, bo jak mówił:
„A kiedy nic już nie mogę zrobić, pozostaje mi jedno: zapewnić im komfortową śmierć… Trzeba dać im taki sposób umierania, żeby nie zamienili się w tamtych”.
Ostatecznie, „Zdążyć przed Panem Bogiem” dowodzi, że w obliczu niewyrażalności Zagłady, najpotężniejszym aktem literackim nie jest próba jej opisania, lecz skonstruowanie formy zdolnej pomieścić pękniętą pamięć świadka – formy, w której reportaż staje się jedynym możliwym świadectwem.
