Koncepcja psychologiczna Profesora Andrewsa w obliczu rzeczywistości stanu wojennego w opowiadaniu Olgi Tokarczuk
Zderzenie teorii z absurdem historii
Opowiadanie Olgi Tokarczuk Profesor Andrews w Warszawie to misternie skonstruowana parabola, która nie tylko demaskuje kruchość abstrakcyjnych systemów psychologicznych w konfrontacji z opresyjną historią, ale przede wszystkim postuluje istnienie innego, głębszego trybu poznania: ucieleśnionego, empatycznego i niewerbalnego. Dzieło to, osadzone w chaosie pierwszych dni polskiego stanu wojennego, nie jest jedynie kroniką porażki intelektu. Jest manifestem na rzecz wiedzy, która rodzi się z całkowitej dekonstrukcji „ja”, z redukcji do egzystencjalnego minimum, gdzie triumfuje nie teoria, lecz autentyczne, międzyludzkie spotkanie.
Postać Profesora Andrewsa, reprezentanta zachodniego, uporządkowanego myślenia, staje się narzędziem do wykazania, że jego teoretyczna zbroja musi zostać zniszczona, aby mógł on doświadczyć prawdy niedostępnej dla analitycznego umysłu. Jego podróż przez Warszawę to zatem nie tyle klęska jednego paradygmatu, co objawienie innego – opartego na empatii i pozazmysłowym wglądzie. Aby w pełni docenić wagę tej transformacji, należy najpierw zbadać fundamenty szkoły psychologicznej, która stanowiła jego intelektualną tożsamość.
Paradygmat– zbiór pojęć i teorii tworzących podstawy danej nauki, w opowiadaniu: psychologii.
Charakterystyka szkoły psychologicznej Profesora Andrewsa
Zrozumienie założeń szkoły psychologicznej, którą reprezentuje Profesor Andrews, ma kluczowe znaczenie dla całej analizy, stanowi ona bowiem jego „przepis na świat” – fundament tożsamości, który wkrótce zostanie poddany brutalnej dekonstrukcji.
Dekonstrukcja – działanie artystyczne lub naukowe polegające na celowym zaburzaniu konstrukcji czegoś, unieważnianiu reguł bądź deformowaniu obiektów w celu uzyskania nowych jakości. WSJP
System ten nie jest dla niego zbiorem teorii, lecz totalnym projektem egzystencjalnym. Jak czytamy w opowiadaniu, szkoła ta „wywodziła się z psychoanalizy, ale zerwała z korzeniami, opracowała własną metodę, własną teorię, własną historię, styl życia, śnienia i wychowywania dzieci”. Analizując myśli i działania profesora, możemy zidentyfikować jej kluczowe filary:
• Znaczenie snów: Sny pełnią funkcję diagnostyczną i prognostyczną, będąc dla Andrewsa „papierkiem lakmusowym rzeczywistości”.
• Prymat instynktu i intuicji: Szkoła zakładała, że należy „słuchać instynktu, intuicji, przeczucia”, traktując je jako „jedną z ważniejszych przesłanek”.
• Rzeczywistość jako projekcja psychiki: Fundamentalne, idealistyczne założenie, że świat zewnętrzny jest „tylko projekcją psyche”.
• Samoobserwacja emocji: Andrews „był mistrzem w obserwowaniu własnych emocji, długo się tego uczył”, co miało gwarantować mu panowanie nad wewnętrznym światem.
Jak słusznie opis szkoły Andrewsa zawiera aluzje do psychologii Carla Gustava Junga, co czyni ją prawdopodobnym źródłem inspiracji dla Tokarczuk. Wątki takie jak: rola symboli, instynktu czy koncepcja psyche jako nadrzędnej rzeczywistości są głęboko zakorzenione w myśli jungowskiej. Sama Tokarczuk z czasem stała się wobec Junga „bardzo krytyczna”, a to rzuca nowe światło na opowiadanie, sugerując, że kryzys Andrewsa może być również formą autoironicznej krytyki własnych, wcześniejszych fascynacji intelektualnych pisarki. Ten hermetyczny model postrzegania świata zostanie wkrótce poddany najcięższej próbie w konfrontacji z chaotyczną, niepodatną na interpretację rzeczywistością Warszawy.
Rzeczywistość stanu wojennego jako test dla teorii
Warszawa z grudnia 1981 roku staje się w opowiadaniu czymś więcej niż tylko tłem wydarzeń. Jest to swoiste laboratorium, w którym teoretyczne konstrukcje Andrewsa zostają poddane ekstremalnej weryfikacji. Co więcej przestrzeń ta przybiera formę nowoczesnego, totalitarnego Inferno – piekielnego labiryntu, w którym bohater zostaje uwięziony bez przewodnika. Ta „ogarnięta szaleństwem Warszawa” to świat, którego reguły zostały odwrócone, a absurd staje się normą.
Dezorientację profesora potęgują konkretne, namacalne elementy tej odwróconej rzeczywistości, które systematycznie burzą jego poczucie logiki i przewidywalności:
• Militarna obecność: Nagłe pojawienie się na ulicach czołgu, wozów opancerzonych i uzbrojonych żołnierzy, które dla człowieka z Zachodu jest widokiem surrealnym, rodem z koszmarnego snu.
• Rozpad komunikacji: Fundamentalne narzędzia cywilizacji przestają funkcjonować. Niedziałające telefony odcinają go od świata, a zniknięcie jego przewodniczki, Goshy – niedoszłej Beatrycze – pozbawia go jedynego łącznika z obcą rzeczywistością.
• Absurdy zaopatrzeniowe: Rzeczywistość ekonomiczna jest groteskowym zaprzeczeniem logiki: puste sklepy, w których jest tylko ocet i musztarda, sąsiadują z zamkniętym Pewexem, pełnym niedostępnych, kolorowych towarów z Zachodu.
• Atmosfera społeczna: Napotkani ludzie są „poważni, spięci, jakby niewyspani”, a ich zbiorowe milczenie jest „złowrogie”. Tłum staje się wspólnotą opartą na niemej rezygnacji i nieufności.
Ta konkretna, fizyczna i opresyjna rzeczywistość staje się bezpośrednim i brutalnym wyzwaniem dla jego filozoficznego przekonania, że jest ona jedynie „projekcją psyche”. Świat stanu wojennego nie poddaje się interpretacji. On miażdży swoją namacalnością. To bolesne zderzenie prowadzi nieuchronnie do dekonstrukcji jego paradygmatu i całkowitej porażki dotychczasowych metod analitycznych.
Porażka metod interpretacyjnych
Centralnym elementem opowiadania jest systematyczne obnażanie bezużyteczności systemu pojęciowego Profesora Andrewsa w zetknięciu z kryzysem egzystencjalnym. Każde z fundamentalnych założeń jego szkoły, które w uporządkowanym świecie Londynu stanowiło źródło pewności, w Warszawie okazuje się iluzją. Tokarczuk z precyzją ukazuje, jak jego intelektualna zbroja pęka pod naporem absurdalnej rzeczywistości.
Błędna interpretacja symboli: Najbardziej ironicznym przykładem porażki jest interpretacja snu o wronie. Zgodnie z systemem jego szkoły, symbol ten oznaczał „zmianę, coś nowego, dobrego”. Ta optymistyczna prognoza zderza się z brutalną rzeczywistością WRON-y (Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego). Sen Profesora był proroczy, ale został „odczytany według złego klucza”. Symbol, który miał porządkować przyszłość, stał się znakiem jego fundamentalnego niezrozumienia.
Zawodność instynktu: Gdy racjonalne planowanie zawodzi, Andrews postanawia zaufać instynktowi. Jednak i to narzędzie okazuje się zawodne. Jego intuicja, dopasowana dla racjonalnego, przewidywalnego świata Zachodu, jest bezużyteczna w rzeczywistości, gdzie logika została odwrócona. Instynkt każe mu wsiąść do autobusu jadącego w przeciwnym kierunku, co tylko potęguje jego zagubienie i wyczerpanie. W absurdalnym labiryncie Warszawy intuicja staje się kolejnym źródłem chaosu, a nie drogowskazem.
Bezużyteczność samoświadomości: Jego największa duma – mistrzostwo w analizie własnych emocji – okazuje się całkowicie nieprzydatna. Tokarczuk dosadnie opisuje ten stan: „jego rozum odwykł od myślenia symbolicznego, psychologicznego, jasnego. […] Profesor Andrews był mistrzem w obserwowaniu własnych emocji […] Tutaj jednak ta umiejętność wydała mu się czymś zupełnie zbędnym”. Świadomość własnego gniewu czy strachu nie daje mu żadnej kontroli nad sytuacją; nie jest w stanie zaspokoić głodu ani dać poczucia bezpieczeństwa.
Kryzys tożsamości intelektualnej: Ostateczna klęska dokonuje się na poziomie tożsamości. Andrews uświadamia sobie, że jego „wielkie myśli, pojęcia, idee” nadają się do dyskusji, które „rozsiadają się w wygodnych kanapach”. W Warszawie jego umysł jest zdominowany przez natrętne myśli o jedzeniu. Intelektualista, który przybył „zasiać ziarno” wiedzy, zostaje zredukowany do istoty biologicznej (patrz: Hierarchia potrzeb Maslowa).
Narzędzia stworzone do subtelnej analizy psychiki okazują się bezradne wobec fizycznego i egzystencjalnego zagrożenia. Ta porażka inicjuje bolesny, lecz konieczny proces regresji ku bardziej podstawowym potrzebom, stanowiący warunek wstępny dla głębszego poznania.
Podróż Ad minimum: regresja w Hierarchii potrzeb
Ad minimum – łac. do najmniejszego.
Porażka intelektualnego systemu wartości Profesora Andrewsa nie jest jedynie tragedią, lecz koniecznym warunkiem wstępnym dla autentycznego wglądu. W kategoriach literackich jest to forma katabasis – dantejskiego zejścia w głąb piekła, gdzie demontaż kolejnych pięter tożsamości staje się warunkiem ostatecznego ocalenia. Proces ten ma charakter kaskadowy: utrata potrzeby wyższego rzędu bezpośrednio wyzwala desperacką walkę o zaspokojenie niższej:
1.Utrata samorealizacji: Andrews przybywa do Polski u szczytu Piramidy Maslowa – jego celem jest misja „zasiania ziarna” wiedzy. Wprowadzenie stanu wojennego w jednej chwili unicestwia ten cel, pozbawiając go poczucia sensu i wytrącając z najwyższego poziomu.
2. Utrata szacunku i uznania: Utrata misji powoduje natychmiastową degradację statusu. Z szanowanego profesora staje się anonimową, ignorowaną postacią. Poczucie bycia „ośmieszonym” i „żałosnym” po wizycie w barze mlecznym symbolizuje upadek na niższy poziom.
3. Pragnienie przynależności: Zepchnięty na niższy poziom, Andrews desperacko szuka jakiejkolwiek formy wspólnoty. Jego zachowania – bezwiedne stawanie w kolejkach czy kupno choinki, by „wyglądać tak samo jak wszyscy” – stają się irracjonalną próbą wtopienia się w otoczenie.
4. Redukcja do potrzeb podstawowych: Ostatecznie jego świadomość zostaje zdominowana przez potrzeby bezpieczeństwa (atawistyczny lęk przed żołnierzami) i fizjologiczne (wszechobecne myśli o głodzie i zimnie). Wysublimowany intelektualista zostaje sprowadzony do istoty, której celem jest przetrwanie.
Ta przymusowa podróż do fundamentów ludzkiej egzystencji, ta katabaza przez piekło Warszawy, oczyszcza go z iluzji i intelektualnej pychy. Sprowadzenie ad minimum jest bolesne, ale niezbędne – przygotowuje grunt pod zupełnie inny rodzaj poznania, które nie przyjdzie z teorii, lecz z autentycznego, empatycznego spotkania.
Atawizm – ujawnianie się cech, zachowań odległych przodków, np. lęk przed pająkami to lęki naszych przodków zamieszkujących jaskinie, w których żyły jadowite pajęczaki.
Triumf empatii nad teorią
Ocalenie Profesora Andrewsa nie jest wynikiem przełomu intelektualnego, lecz somatycznej epifanii, która dokonuje się poprzez autentyczne spotkanie z drugim człowiekiem. Ta kulminacja jego dantejskiej podróży jest symbolicznym wyjściem z piekła, osiągniętym nie dzięki przewodnikowi, ale poprzez mistyczną więź z „Obcym” – Polakiem, który zaprosił Profesora do domu. Scena w mieszkaniu Polaka, który udziela mu schronienia, jest punktem zwrotnym opowiadania.
Prostota komunikacji: Bariera językowa zostaje przełamana przez fundamentalne ludzkie gesty: wspólny posiłek (kiełbasa, domowa wódka) i jedno, brutalnie dosadne słowo, które zastępuje wszelkie teorie: „War”.
Metafizyczne spojrzenie karpia: Kulminacja następuje w łazience. Stając twarzą w twarz z żywym karpiem w wannie, Andrews doznaje objawienia. Tokarczuk pisze: „Patrzyli sobie w oczy z tą rybą. Było to przerażające i przyjemne zarazem, pełne sensu i jednocześnie absurdalne”. W tym momencie dochodzi do ustanowienia „wspólnoty losu Obcego”. Uwięziony w obcym mieście profesor odnajduje pokrewną duszę w uwięzionej w wannie rybie.
Symboliczne odrodzenie: Wybuch płaczu w ramionach gospodarza to katharsis – oczyszczenie i symboliczne „ponowne narodziny”. W stanie, w którym jest „pozbawionym słów, nie rozumieć i nie być rozumianym”, Andrews paradoksalnie odnajduje szczęście i wolność od schematów swojej szkoły.
Ostatnia scena dopełnia tę transformację. Jedyne zdanie, którego nauczył się Andrews – „Ziwo czi na miescu?” – jest ucieleśnieniem jego podróży ad minimum. Odrzucił abstrakcyjny język psychologii na rzecz języka konkretu, pytania o życie i śmierć, wyrwanego z rytuału, którego sensu nie pojmuje, ale którego egzystencjalny ciężar stał się jego jedyną prawdą.
Literatura jako jedyny język opisu świata
Opowiadanie Olgi Tokarczuk w mistrzowski sposób dowodzi, że żadna hermetyczna teoria psychologiczna nie jest w stanie objąć ani zaradzić ludzkiemu doświadczeniu w warunkach totalitarnej opresji. Koncepcja psychologiczna Andrewsa ponosi klęskę nie dlatego, że jest błędna, ale dlatego, że próbuje narzucić definicje i schematy na rzeczywistość, która z natury wymyka się kategoryzacji. Chaos stanu wojennego, absurd pustych półek i metafizyczne spojrzenie karpia nie są problemami do psychoanalitycznego rozwiązania, lecz paradoksami do przeżycia. Porażka Andrewsa jest zatem porażką intelektu, który usiłuje zamknąć świat w siatce pojęć.
W tym kontekście utwór Tokarczuk staje się potężnym manifestem na rzecz literatury jako najdoskonalszego narzędzia do badania ludzkiej kondycji. Tokarczuk pokazuje, że tam, gdzie zawodzą systemy dążące do pewności, zaczyna się pole działania literatury. Twierdzi, że „jedynym możliwym sposobem opisu świata może być tylko literatura, która niczego nie definiuje, nie zamyka w hermetycznych granicach, lecz raczej otwiera na wieloznaczność”. Profesor Andrews w Warszawie jest ostatecznym dowodem na słuszność tej tezy. Właśnie w zdolności do uchwycenia absurdu, paradoksu i cudu prostego, empatycznego gestu tkwi triumf literatury nad każdym zamkniętym systemem myślowym.
