Opowieść o profesorze Andrewsie
Wprowadzenie: Uczony w drodze do innego świata
Profesor Andrews to postać zarysowana z precyzją: pewny siebie, metodyczny i uporządkowany brytyjski profesor psychologii. Reprezentuje szkołę myślenia, która, jak pisze Olga Tokarczuk, „wywodziła się z psychoanalizy”, co stanowi oczywistą aluzję do głębokiej fascynacji teorią Carla Gustava Junga. Przybywa do Polski 12 grudnia 1981 roku – w przeddzień ogłoszenia stanu wojennego – z misją „zasiania ziarna” swoich idei w kraju, który postrzega jako miejsce zamieszkane przez „inteligentnych ludzi”. Jego optymizm i wiara w racjonalny porządek świata zderzą się jednak z rzeczywistością, której nie mógł przewidzieć ani zrozumieć.
Zderzenie to najlepiej ilustruje kontrast między jego oczekiwaniami a chaosem, w którym się pogrążył.
| Oczekiwania profesora | Rzeczywistość stanu wojennego |
| Intelektualna wymiana idei | Izolacja i bariera językowa |
| Przewidywalny, zorganizowany pobyt | Chaos, nieprzewidywalność i zniknięcie przewodniczki |
| Dostęp do podstawowych wygód | Puste sklepy, niedziałające telefony, ogólny niedobór |
Symboliczną zapowiedzią jego losu staje się sen o wronie, który miał w samolocie. Zgodnie z systemem znaczeń swojej jungowskiej szkoły, zinterpretował go jako dobry omen, zwiastun pozytywnej zmiany. Nie mógł wiedzieć, że wrona (WRON-a) wkrótce stanie się w Polsce symbolem opresji – Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego.
Ta ironiczna pomyłka była zaledwie preludium do gwałtownego zderzenia z absurdem, które czekało go tuż po przebudzeniu.
1. Przebudzenie w nowej rzeczywistości: Czołg za oknem
Poranek w warszawskim mieszkaniu przynosi profesorowi narastające poczucie niepokoju. Świat, który jeszcze wczoraj wydawał się uporządkowany, zaczyna się rozpadać. Kluczowe sygnały uświadamiają mu, że znalazł się w samym środku niezrozumiałych wydarzeń:
• Milczący telefon: Jego próby skontaktowania się z przewodniczką Goshą oraz z ambasadą kończą się fiaskiem. Głucha słuchawka staje się symbolem jego całkowitego odcięcia od znanego mu świata i jakiejkolwiek pomocy.
• Widok z okna: Przez okno na jedenastym piętrze dostrzega widok tak niesamowity, że początkowo bierze go za sen lub halucynację – na ulicy stoi czołg, przy którym grzeją się żołnierze. To pierwszy namacalny dowód na to, że rzeczywistość wymknęła się spod kontroli.
• Zniknięcie przewodniczki: Gosha, jego jedyny łącznik z Polską, nie pojawia się i nie dzwoni. Jej nagłe zniknięcie pozostawia go całkowicie samego, bez adresu, bez pieniędzy i bez jakiegokolwiek punktu zaczepienia w obcym mieście.
Jego umysł, wytrenowany w racjonalnej analizie, próbuje znaleźć logiczne wytłumaczenie, broniąc się przed absurdem za pomocą narzędzi swojej szkoły psychologicznej.
A może właśnie z nim, może to jest sen, może to jest jakiś dziwny stan świadomości spowodowany zmęczeniem, lotem, pogodą czy kto tam wie jeszcze. Jego szkoła psychologiczna znała takie fenomeny.
Początkowy szok szybko przeradza się w desperacką walkę o przetrwanie, gdy profesor zostaje zmuszony do opuszczenia bezpiecznego schronienia i wyruszenia w głąb miasta-labiryntu, które zdezorientuje go nie tylko topograficznie, ale również kulturowo, ontologicznie i epistemologicznie.
2. Błądzenie w labiryncie absurdu
Podróż profesora po Warszawie to surrealistyczna katabaza – zejście do piekielnego labiryntu, w którym jego intelektualne przygotowanie i status społeczny tracą wszelkie znaczenie. Jego doświadczenie staje się podróżą w dół po piramidzie potrzeb Maslowa, od szczytu samorealizacji aż po fundamenty fizjologicznego przetrwania.
2.1. Utracony język: mur milczenia
Bariera językowa staje się głównym narzędziem jego degradacji, wytrącając go z poziomu szacunku i uznania. Nieznajomość polskiego sprawia, że zostaje zredukowany do poziomu dziecka. Jego próba zamówienia posiłku w barze mlecznym jest upokarzającym doświadczeniem – aby cokolwiek dostać, musi komunikować się za pomocą prymitywnych gestów, wskazując palcem na otwarte usta. Ta niemożność werbalnej komunikacji, odbierająca mu jego najpotężniejsze narzędzie – język – sprawia, że czuje się „ośmieszony” i „żałosny”, co prowadzi do utraty poczucia własnej wartości i przynależności.
2.2. Rzeczywistość niedoboru: ocet i puste półki
Oczami Andrewsa obserwujemy świat „wymuszonego sytuacją gospodarczą ograniczenia dóbr materialnych”. Jego doświadczenia zakupowe stają się serią groteskowych nieporozumień, spychających go na najniższy poziom hierarchii potrzeb – walki o zaspokojenie głodu.
• Tajemniczy sklep: W małym osiedlowym sklepie na półkach znajduje jedynie „butelki z jasnym płynem” oraz słoiki z musztardą. Kupuje jedną z butelek, przekonany, że to wódka. Dopiero w mieszkaniu odkrywa, że nabył ocet.
• Pewex za kratami: Z fascynacją i rozczarowaniem spogląda przez okratowaną witrynę dobrze zaopatrzonego sklepu, pełnego zachodnich towarów. Sklep, który wydaje mu się „normalny”, jest jednak zamknięty i niedostępny, co potęguje jego poczucie nierealności.
• Rytuał z karpiem: Obserwuje długą kolejkę ludzi czekających na zakup świątecznych karpi. Scena sprzedaży, podczas której sprzedawczyni powtarza hipnotyzujące, niezrozumiałe dla niego pytanie: „Żywą czy na miejscu?”, jawi mu się jako dziwaczny religijny rytuał.
2.3. Wewnętrzna dezintegracja: Od rozumu do emocji
Zderzenie z absurdem prowadzi do całkowitego załamania psychologicznego porządku profesora. Jego intelektualne, jungowskie narzędzia i teorie, jak ta, że „rzeczywistość jest tylko projekcją psyche”, okazują się całkowicie bezużyteczne w starciu z fizycznym głodem, zimnem i strachem, spychając go na poziom potrzeby bezpieczeństwa. Racjonalne, symboliczne myślenie zostaje wyparte przez pierwotne, niekontrolowane odruchy.
[…] jego rozum odwykł od myślenia symbolicznego, psychologicznego, jasnego. Przez jego umysł galopowały teraz porwane, niekompletne emocje. Na przykład gniew, który zaraz zmieniał się w dziecięcą rozpacz. A potem nagle ogarniał go wewnętrzny, cichy śmiech. Demoniczny.
W samym sercu tego chaosu i rozpadu w profesorze rodzi się jednak najbardziej podstawowa ludzka potrzeba – potrzeba kontaktu z drugim człowiekiem.
3. Katharsis w wannie: Spotkanie z Innym
Punkt zwrotny następuje, gdy Andrews w akcie desperacji opuszcza mieszkanie z zamiarem dotarcia do ambasady. Przed blokiem natyka się na otyłego, czerwonego na twarzy mężczyznę, któremu, nie dbając o barierę językową, opowiada o wszystkich swoich absurdalnych przeżyciach. Zostaje zaproszony do mieszkania Polaka, gdzie przy stole z kiełbasą i domowej roboty bimbrem po raz pierwszy słyszy słowo, które rzuca światło na jego sytuację: „War”.
Kulminacja jego wewnętrznej podróży, swoistej Danteskiej wędrówki, ma miejsce w małej łazience. W wannie dostrzega wielką, żywą rybę. To spotkanie z karpiem staje się dla niego mistycznym, pozbawionym słów doświadczeniem – groteskową namiastką spotkania z boską esencją na dnie labiryntu. W płaskim oku ryby odnajduje rodzaj cichego porozumienia, które przynosi mu jednocześnie przerażenie i niewytłumaczalne szczęście.
Ach, zostać w tej maleńkiej łazience, w brzuchu wielkiego bloku, w środku wielkiego mroźnego miasta, być pozbawionym słów, nie rozumieć i nie być rozumianym. Patrzeć w sam środek płaskiego, cudownie okrągłego rybiego oka.
Gdy gospodarz z trzaskiem otwiera drzwi, profesor wpada w jego ramiona i wybucha gwałtownym szlochem. Ten moment stanowi ostateczne katharsis. Jest to terapeutyczna regresja – „przytulił się do niego jak dziecko” – która symbolizuje śmierć jego dawnego „ja” i bolesne, ale wyzwalające odrodzenie na końcu inicjacyjnej próby.
Ta chwila przełamania otwiera drogę do jego ostatecznego ocalenia i podsumowuje transformację, jaką przeszedł w sercu absurdu.
4. Zakończenie: Ocalenie i nowe słowa
Ostatnia scena opowiadania to podróż taksówką do ambasady. Żegnając się z Polakiem, który go ocalił, profesor Andrews wypowiada jedyne zdanie, jakiego nauczył się w Warszawie. Jego nieporadna, pijana próba artykulacji zasłyszanego na ulicy pytania – „Ziwo czi na miescu?” – jest symbolicznym zwieńczeniem jego przemiany. Ta fraza, wyrwana z absurdalnego kontekstu, staje się jego jedynym, autentycznym językiem.
Jego podróż to droga od intelektualnej arogancji do fundamentalnego zrozumienia ludzkiej kondycji.
• Przedtem: Był pewnym siebie intelektualistą, wierzącym w siłę abstrakcyjnych, jungowskich idei i racjonalnego porządku, który traktował świat jako przedmiot analizy.
• Potem: Stał się człowiekiem złamanym przez chaos, ale i odrodzonym przez doświadczenie. Zrozumiał, że w obliczu absurdu najważniejsze staje się przetrwanie i ludzki kontakt, a prawdziwe życie toczy się daleko poza murami akademickich teorii.
Podróż profesora Andrewsa do Warszawy okazała się bolesną lekcją pokory poznawczej. Zmusiła go do porzucenia intelektualnych schematów i doświadczenia rzeczywistości w jej najbardziej pierwotnej, absurdalnej i w gruncie rzeczy ludzkiej formie.
