Stan wojenny oczami „obcego”. Analiza opowiadania Profesor Andrews w Warszawie Olgi Tokarczuk
1. Obcość jako narzędzie demaskacji absurdu
Stan wojenny, wprowadzony w Polsce 13 grudnia 1981 roku, pozostaje jednym z najbardziej traumatycznych doświadczeń w najnowszej historii kraju. Był to czas zawieszenia praw, militaryzacji przestrzeni i wszechobecnego absurdu, który na trwałe zapisał się w zbiorowej pamięci. Olga Tokarczuk w opowiadaniu „Profesor Andrews w Warszawie”, pochodzącym ze zbioru Gra na wielu bębenkach (2001), świadomie unika tradycyjnych, martyrologicznych narracji. Zamiast tego sięga po mistrzowskie narzędzie literackie – perspektywę obcokrajowca, który przypadkowo trafia w sam środek historycznej zawieruchy. Jego niezrozumienie, dezorientacja i naiwność stają się lustrem, w którym odbija się nieludzkość totalitarnej rzeczywistości.
Poprzez dekonstrukcję świata widzianego oczami nieświadomego bohatera, Tokarczuk tworzy uniwersalną parabolę, która wykracza poza krytykę systemu politycznego. Opowieść ta, demaskując porażkę dogmatycznego, zachodniego intelektualizmu w konfrontacji z opresyjną machiną historii, staje się studium poznawczej pokory. Używając figury zagubionego psychologa, autorka argumentuje, że każdy racjonalny porządek, każda hermetyczna teoria, musi ulec załamaniu w starciu z chaosem, który odbiera jednostce język, tożsamość i poczucie sensu.
2. Profesor Andrews: Portret zachodniego racjonalisty w irracjonalnym świecie
Strategiczny wybór angielskiego profesora psychologii na protagonistę jest kluczowy dla wymowy utworu. Andrews to intelektualista, człowiek Zachodu, przyzwyczajony do uporządkowanego świata, w którym rzeczywistość można wyjaśnić za pomocą spójnych teorii. Jego intelektualne przygotowanie czyni go idealnym obserwatorem, który, w przeciwieństwie do Polaków oswojonych z absurdem, nie jest w stanie zracjonalizować ani znormalizować tego, czego doświadcza.
Przed przybyciem do Warszawy profesor jest ucieleśnieniem pewności siebie. Reprezentuje „bardzo ważną, bardzo wnikliwą” szkołę psychologiczną, która jest czytelną aluzją do teorii Carla Gustava Junga – myśliciela, który miał ogromny wpływ na twórczość Tokarczuk. Andrews przybywa z niemal apostolską misją „zasiania ziarna” swojej nauki, wierząc w jej uniwersalną moc wyjaśniania ludzkiej psychiki. Jego początkowy optymizm ilustruje stereotypowe przekonanie, że „Polska to kraj inteligentnych ludzi”, których z pewnością zafascynuje dorobek jego szkoły. Tokarczuk tworzy tu subtelną ironię: autorka głęboko zanurzona w myśli jungowskiej kreuje postać, której dogmatyczne stosowanie podobnych teorii prowadzi do całkowitej klęski.
Jego profesjonalny aparat pojęciowy, oparty na wierze w uniwersalną czytelność symboli, okazuje się natychmiast bezużyteczny w konfrontacji z lokalną semiotyką opresji, która czyni jego interpretacje tragicznie ironicznymi. Najlepszym tego przykładem jest sen o wronie. Andrews, analizując go przez pryzmat swojej szkoły, interpretuje go jako wyjątkowo dobry omen: „zmianę, coś nowego, dobrego”. Ta błędna wykładnia jest mistrzostwem autorki – wrona w polskim kontekście historycznym staje się jednoznaczną, choć dla bohatera nieczytelną, aluzją do WRON-y (Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego). Sen jest więc proroczy, ale odczytany według złego klucza.
Ta początkowa pewność siebie, oparta na wierze w rozum, szybko ustępuje miejsca całkowitej dezorientacji. Jego zagubienie staje się tym głębsze, im bardziej pogrąża się on w warszawskiej rzeczywistości, która sama w sobie staje się labiryntem bez wyjścia.
3. Warszawa jako labirynt: Przestrzeń opresji i dezintegracji
Obraz Warszawy w opowiadaniu Tokarczuk jest kluczowy dla zrozumienia doświadczenia bohatera. Miasto funkcjonuje jako wielowymiarowy labirynt. To właśnie w tej przestrzeni dokonuje się dekonstrukcja tożsamości profesora. Na lotnisku, widząc swoją przewodniczkę, Andrews nazywa ją swoją „Beatrycze”, co stanowi aluzję do Boskiej komedii Dantego. Ta ironiczna paralela jest znamienna: bohater, oczekując duchowej przewodniczki, zostaje rzucony w sam środek piekielnego labiryntu bez Wergiliusza.
Z perspektywy angielskiego gościa miasto jawi się jako przestrzeń przytłaczająca, pogrążona w monotonnej szarości. Tokarczuk z precyzją oddaje jego wrażenia: „Wszystkie [budynki] miały ten sam kolor – szarego, rozbielonego nieba. Nawet śnieg wydawał się szary. Słońce świeciło nieprzekonująco”. Krajobraz uzupełniają elementy militarne – czołgi i wozy opancerzone – które potęgują atmosferę grozy.
Przestrzeń miasta staje się dla niego dosłowną pułapką. Jego zagubienie jest totalne: błądzi między identycznymi blokami, nie ma możliwości zakupu mapy, a niedziałające telefony odcinają go od jakiejkolwiek pomocy, pogłębiając izolację. To fizyczne uwięzienie w labiryncie warszawskich ulic jest jednak tylko odzwierciedleniem głębszego procesu – psychologicznej dezintegracji i utraty tożsamości, która dokonuje się w jego wnętrzu.
4. Upadek intelektu, triumf potrzeby: Podróż w dół Piramidy Maslowa
Fizyczne uwięzienie w labiryncie miasta wyzwala analogiczny proces psychologicznego upadku, zmuszając profesora do gwałtownej rewizji własnej tożsamości. Jego doświadczenie w Warszawie to przymusowa i bolesna lekcja pokory poznawczej. Opowiadanie w bezlitosny sposób demaskuje bezużyteczność abstrakcyjnych idei w obliczu fundamentalnych potrzeb biologicznych. Jego podróż przez miasto jest jednocześnie symboliczną podróżą w dół piramidy potrzeb Abrahama Maslowa.

Hierarchia potrzeb wg Maslowa
• Samorealizacja i szacunek: Andrews przybywa do Polski u szczytu piramidy. Jego celem jest misja intelektualna – „zasiania ziarna” swojej szkoły psychologicznej. Pragnie uznania, prestiżu i potwierdzenia swojego statusu.
• Przynależność: Gdy jego misja naukowa rozpada się, potrzeba uznania zostaje zredukowana do desperackiego pragnienia przynależności. Ilustrują to jego próby wtopienia się w tłum – bezwiedne ustawianie się w kolejkach czy impulsywny zakup choinki, by „wyglądać tak samo jak wszyscy”.
• Bezpieczeństwo i potrzeby fizjologiczne: Ostatecznie jego motywacjami zaczynają rządzić najbardziej podstawowe instynkty. Lęk i głód stają się dominującymi uczuciami. Na widok żołnierzy czuje „jakiś atawistyczny lęk”, a jego myśli zaczynają obsesyjnie krążyć wokół jedzenia: „Dziwił się sam sobie, że tak dużo myślał o jedzeniu”. Intelektualista jest zdominowany przez obrazy kanapek z samolotu, podczas gdy polska rzeczywistość oferuje groteskową i karnawałową grę w „jest” i „nie ma”, której symbolem jest zamknięty, lecz wspaniale zaopatrzony Pewex – paradoks zarazem „śmieszny i straszny”.
Ta brutalna redukcja do podstawowych instynktów kwestionuje całą jego tożsamość jako człowieka Zachodu, zbudowaną na dostatku i wolności wyboru. W akcie przerażającej samoświadomości diagnozuje swój stan:
„Mam epizod psychotyczny. Coś mi się stało niedobrego”.
Ta konfrontacja prowadzi go jednak do kluczowego, niemal mistycznego doświadczenia.
5. Kontekst historyczny i literacki: Umiejscowienie doświadczenia Andrewsa
Choć opowieść Tokarczuk ma charakter paraboliczny, jest głęboko osadzona w konkretnej rzeczywistości historycznej i prowadzi dialog z kluczowymi dziełami kultury. Zrozumienie tych kontekstów pozwala w pełni docenić wielowymiarowość utworu.
Kontekst historyczny opowiadania precyzyjnie oddaje realia stanu wojennego, wprowadzonego w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 roku. W tekście odnajdujemy liczne detale, które dla polskiego czytelnika są natychmiast rozpoznawalne, a dla profesora stanowią serię absurdalnych zjawisk: działalność WRON-y, obecność wojska i czołgów na ulicach, odcięcie łączności telefonicznej oraz powszechne niedobory – puste półki, na których stoi jedynie ocet i musztarda.
Kontekst literacki utworu to przede wszystkim dialog z Rokiem 1984 George’a Orwella. Podobieństwa są uderzające: oba utwory przedstawiają obraz totalitarnego państwa, w którym jednostka jest przytłoczona przez system. Kluczowa różnica w perspektywie podkreśla jednak oryginalność metody Tokarczuk. Bohater Orwella, Winston, jest człowiekiem z wewnątrz systemu, podczas gdy profesor Andrews to outsider. Świat Orwella jest „zdesakralizowany”, podczas gdy Tokarczuk nasyca swoją opresyjną rzeczywistość „wymiarem sakralnym” – poprzez motyw labiryntu i mistyczne spotkanie z karpiem. W tej absurdalnej rzeczywistości komunikacja zostaje sprowadzona do symboli, a najważniejszym z nich staje się właśnie karp.
6. Epifania w łazience: symbolika karpia i odrodzenie przez absurd
Epifania – ukazanie się, objawienie a także niezwykłe doznanie, olśnienie
Źródło: SJP PWN
Kulminacyjnym momentem podróży profesora jest jego spotkanie z karpiem – doświadczenie z pogranicza groteski i głębokiej mistyki, które stanowi punkt zwrotny w jego wewnętrznej przemianie. Wszystko zaczyna się od obserwacji ulicznego rytuału sprzedaży karpi. Powtarzane przez sprzedawczynie pytanie, „Żywą czy na miejscu?”, brzmi w uszach bohatera jak hipnotyzująca mantra. Dla czytelnika jest to groteskowy wyraz „ambiwalencji obrazu groteskowego”, łączący w sobie życie i śmierć w opresyjnej rzeczywistości.
Prawdziwa epifania następuje jednak w łazience w mieszkaniu Polaka, który udzielił mu schronienia. Tam, w wannie, profesor staje „twarzą w twarz” z żywą rybą. To spotkanie staje się aktem niemej, pozawerbalnej komunikacji, która przynosi mu wyzwolenie:
Było to przerażające i przyjemne zarazem, pełne sensu i jednocześnie absurdalne. […] Ach, zostać w tej maleńkiej łazience, w brzuchu wielkiego bloku […] być pozbawionym słów, nie rozumieć i nie być rozumianym. Patrzeć w sam środek płaskiego, cudownie okrągłego rybiego oka.
W tym akcie niemej komunii dwóch „Obcych” – zagubionego profesora i uwięzionej ryby – bohater odnajduje ukojenie. Uwalnia się od presji rozumienia, od intelektualnego przymusu interpretacji świata. Akceptując absurd, osiąga katharsis. Moment ten można interpretować poprzez „kompleks Jonasza”: w „brzuchu wielkiego bloku” Andrews przeżywa symboliczną śmierć, by stać się „gotowy na ponowne narodziny”.
Symboliczne odrodzenie bohatera dopełnia się w scenie pożegnalnej. Jedynym zdaniem, jakie potrafi wypowiedzieć po polsku, jest zniekształcona fonetycznie fraza: „Ziwo czi na miescu?”. Ta kwestia, choć komiczna, symbolizuje jego pełną akceptację absurdu i nowo nabytą, gorzką mądrość – zrozumienie, że w świecie pozbawionym sensu jedyne, co pozostaje, to fundamentalne pytanie o życie i śmierć.
7. Zakończenie: Uniwersalny wymiar opowieści
Użycie perspektywy obcokrajowca jest mistrzowskim zabiegiem, który pozwala Oldze Tokarczuk na demaskację stanu wojennego nie jako wydarzenia politycznego, ale jako uniwersalnego stanu egzystencjalnego – doświadczenia absurdu, alienacji i redukcji człowieczeństwa do najbardziej podstawowych instynktów. Utwór wykracza poza ramy historycznego świadectwa, stając się czymś znacznie głębszym.
Ostatecznie, „Profesor Andrews w Warszawie” to parabola o uniwersalnym przesłaniu. Opowieść o zagubionym intelektualiście jest historią o pysze zachodniego rozumu i jego nieuchronnej klęsce w konfrontacji z każdym systemem – politycznym, społecznym czy ideologicznym – który odbiera jednostce sens, język i tożsamość. Doświadczenie profesora stawia go, a wraz z nim czytelnika, przed fundamentalnym wyborem: wrócić do starych schematów myślowych czy, po tej gorzkiej lekcji pokory, zrewidować swój katalog potrzeb i sposób postrzegania świata. W ten sposób Tokarczuk tworzy dzieło ponadczasowe, rezonujące z każdym, kto kiedykolwiek poczuł się obcy i bezradny w niezrozumiałym świecie.
